Musica Electronica Nova 2k15. Relacja

mend

Wydarzenia 6. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Elektroakustycznej Musica Electronica Nova już za nami, więc przyszedł czas podsumować zebrane wrażenia.

Ponad tydzień codziennego strumienia wydarzeń przełożył się na trudną do przyswojenia intensywność, zwłaszcza że w tym samym czasie odbywało się Biennale WRO oraz koncerty w ramach cyklu rozkurz. We Wrocławiu nieczęsto przytrafiają się takie zagęszczenia, co tym bardziej cieszy i pozwala wysnuć diagnozę, że na gruncie muzyki odbiegającej od klasycznego paradygmatu (koncert w klubie vs dyska), w przeciągu ostatnich miesięcy mieliśmy okazję w naszym mieście usłyszeć wielu oryginalnych wykonawców. Co więcej ta tendencja zdaje się wciąż utrzymywać.

Wróćmy jednak do MEN 2k15.

 


piątek, 15 maja 2015 18:00
LIGHT MUSIC. THIERRY DE MEY I
Wykonanie utworu Light music kompozytora rezydenta Thierry’ego De Meya zainaugurowało początek wydarzeń festiwalowych. Ta kompozycja (powstała w 2002 roku) była swoistym wejściem w koncepcję De Meya, gdzie obraz, ruch, gest i muzyka próbują tworzyć dynamiczną całość, ukazując wzajemne relacje i zależności.

W Ligh music performer jest równocześnie dyrygentem jak i wykonawcą (solistą) dzieła. Jego gesty wychwytywane przez wiązki światła stwarzały dźwięk i obraz. Sam mechanizm utworu i jego wykonania przypominał instalację interaktywną De Meya, From inside, zaprezentowaną kilka dni później w budynku Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Tam również wiązki światła wykrywały ruch, dzięki czemu można było „stwarzać” dźwięki uzupełniające obraz. O ile Light music (pomimo swojego otwartego charakteru) jawiło się jako precyzyjna kompozycja o wyraźnie zaznaczonych granicach (określony bank gestów i brzmień), tak From inside, cechowało więcej spontaniczności i przypadkowości w odkrywaniu relacji między obrazem a dźwiękiem. Sam pokaz Light music posiadał intrygujące i wciągające wątki (jak na przykład kombinacja ruchów dłoni imitujących bicie serca i wizualne oraz dźwiękowe ich odwzorowanie), ale miejscami dobór dźwięków sprawiał, że moja uwaga rozpraszała się i traciłem zainteresowanie całością.

Innym wątkiem, który w jakimś sensie przewija się w myśli kompozytorskiej De Meya, jest relacja między gestem, ruchem, a jego sensem, dźwiękowym (słyszalnym) uzupełnieniem/korelatem. W jednej z końcowej partii Light music wykonawca wykonuje ruchy, które na ekranie tworzą słowo silence. Odbywa się to w „całkowitej” ciszy. Przypomina to podobną strategię, ideową korespondencję z De Maye’em, Damira Očko z jego cyklu The moon shall never take my Voice (zaprezentowanego w Kinie Nowe Horyzonty), gdzie w każdej z trzech części cyklu obserwujemy niesłyszącą kobietę, opowiadającą trzy różne historie za pomocą języka migowego. Każdemu z gestów kobiety towarzyszą precyzyjnie zsynchronizowane dźwięki.

Light music i The moon shall never take my Voice tworzą pewien fenomenologiczny horyzont, języka jako gestu i próbują śledzić tworzące się rozwidlenia. Gest z Light music sytuował się jakby w ramach ledwie tautologii i do-słownego powtórzenia samego siebie (de Saussure’owska koncepcja signifié i signifiant), z kolei koncepcja The moon shall never take my Voice otwierała szerszy zakres pytań (o język) odbiegający od oczywistości Light music.

 


piątek, 15 maja 2015 19:00
LODOŁAMACZ

We wrocławskiej Filharmonii zaprezentowano trzy utwory: rekonstrukcję Pianophonie Kazimierza Serockiego, Alternative energy Masona Batesa i Et si tout entière maintenant Luca Ferrariego.  Pianophonie z perspektywy dokumentalistycznej stanowiło ciekawą próbę odtworzenia środowiska brzmieniowego utworu i nieużywanych już dziś instrumentów analogowych. Podobną rekonstrukcyjną cechę (wykorzystanie partytury utworu rozpisanej na orkiestrę) miało wykonanie Et si tout entière maintenant Luca Ferrariego – kompozycji radiowej na aktorkę, orkiestrę symfoniczną i taśmę wykonaną na żywo wraz z video. W zasadzie oba te wykonania potrafiły przyciągnąć uwagę słuchacza (brawurowa gra pianisty Tora Cana w Pianophonie, hipnotyzujące ujęcia z podróży lodołamaczami na dwóch rozwieszonych ekranach w Et si tout entière maintenant), ale zdarzały się również momenty dłużyzny, bądź chwilowego osłabienia tempa i dramaturgii. Z kolei Alternative energy Masona Batesa wprowadziło mnie w zakłopotanie. Przypominało to próbę scalenia różnych muzycznych tradycji (jazz, techno [?], contemporary) w spójną całość, a w ostateczności wyszedł efekciarski i eklektyczny zlepek.

 


sobota, 16 maja 2015 19:00
IRCAM + LQ

Sobotni koncert w Imparcie należał do tradycyjnego już cyklu wydarzeń w ramach Musica Electronica Nova przybliżających muzykę ze studia IRCAM. Tym razem mieliśmy okazję wysłuchać utworu Philippe’a Manoury’ego Tensio wykonanego przez Lutosławski Quartet z obsługującymi konsolety przedstawicielami studia IRCAM, projektantem muzyki komputerowej – Gilbertem Nouno oraz reżyserem dźwięku Julienem  Aléonardem. Sam koncert, doskonale nagłośniony, jawił się jako niezwykle precyzyjna, gęsta i złożona kompozycja. Był to intensywny przepływ między żywą i organiczną strukturą kwartetu, a reakcjami maszyny na działanie człowieka. Jak czytamy: „W Tensio kompozytor kontynuuje pracę nad zbliżeniami pomiędzy instrumentem a elektroniką. Zaprezentowany kwartet smyczkowy składa się z siedmiu odcinków, eksponujących kolejno ruch, nacisk, glissanda, gęstość, wariację, pizzacata, i obrotowość za pomocą osiągnięć w zakresie nowych systemów syntezy dźwiękowej (…).”. Tensio Philippe’a Manoury’ego to, w mojej opinii, jeden z najlepszych momentów podczas całego festiwalu.

 


niedziela, 17 maja 2015 18:00
STÓŁ OSOBLIWY. THIERRY DE MEY IV

Niedzielny koncert w Filharmonii przyniósł wykonania Musique de tables (na trzech perkusistów) Thierry De Mey’a, Wie jetzt? (na flet solo, zespół i wideo) Michaela Beila i Suitę warszawską II: Warsaw Music Wojciecha Błażejczyka. Musique de tables to krótki utwór, w którym po raz kolejny mogliśmy obserwować ekspozycję charakterystycznych dla De Meya problemów – gestu, strategii scenicznych i możliwości ekspresji. Z kolei Wie jetzt? okazało się ciężką i trudną w odbiorze całością (w katalogu festiwalowym niestety miejsce na opis tego utworu się nie znalazło). Obrazy wyświetlane na dwóch ekranach jakby sprzężone z muzyką, ale jednocześnie rozsunięte i odkształcone (jak chociażby sekwencja ujęć śpiewaczki operowej pojawiająca się na ekranie i wyłaniający się z opóźnieniem jej śpiew) w czasie. Suita warszawska Wojciecha Błażejczyka jakkolwiek w zamyśle zmierzająca w stronę multimedialnej i wielopoziomowej konstrukcji (wykorzystującej różnorodne techniki realizatorskie), to w tym przypadku, w moim odczuciu przerosła zamierzoną formę popadając w nadmierny sentymentalizm i emocjonalność.

 


poniedziałek, 18 maja 2015 18:00
SYMULTANA

Poniedziałek przyniósł dwa kolejne wydarzenia. Pierwsze z nich to SYMULTANA w Centrum Technologii Audiowizualnych. Projekcja filmów animowanych zrealizowanych w Dziecięcej Wytwórni Filmowej (warsztacie animacji działającym w Galerii Entropia pod opieką artystyczną Alicji Jodko) i towarzysząca im muzyka skomponowana przez wrocławskich kompozytorów. Drugim wydarzeniem było TIPPEKE. THIERRY DE MEY VI w kinie nowe Horyzonty.

SYMULTANA okazała się bardzo udaną inicjatywą, choć wyniki tego eksperymentu nie zawsze  były satysfakcjonujące. W zasadzie największymi wygranymi tej prezentacji były stworzone przez dzieci animacje. Kompozytorzy, w zdecydowanej większości przypadków niezbyt  udanie połączyli oba media. Czasami, skomponowana muzyka, kończyła się wcześniej niż animacja, czasami muzyka nie grała wcale, a niekiedy sami kompozytorzy wykazywali się minimum wrażliwości i empatii względem słuchacza atakując go ścianą monotonnego hałasu. W tym zagustowali Komplexowcy którzy urządzili sobie dźwiękowy poligon za nic sobie mając obecność najmłodszych słuchaczy. Niech znamiennym dla ich za głośnego występu będzie obraz stojącego z zatkanymi uszami dziecka. Zdecydowanie najciekawiej na tle kompozytorskiej reszty wypadł Cezary Duchnowski, który idealnie wpasował się z muzyką do obrazu Kształty… plamy, a całość prezentowała się jak jeden żywy organizm.

 

poniedziałek, 18 maja 2015 21:00
TIPPEKE. THIERRY DE MEY VI

Drugim wydarzeniem poniedziałkowego wieczoru były projekcje filmowe oraz muzyka wykonywana na żywo. Bardzo ciekawym pomysłem było płynne przechodzenie z jednego obrazu do drugiego bez żadnych przerw gdzie głównym spoiwem całości była grana przez wiolonczelistów muzyka. Wykonanie I Kwartetu smyczkowego (na cztery wiolonczele i komputer) Agaty Zubel, miałem okazję wysłuchać na jednej z wcześniejszych edycji Musica Polonica Nova i wciąż ten utwór zachował swoje charakterystyczne cechy, które wtedy głęboko zapadły mi w pamięć: brzmieniowy brud, intensywność i siła wyrazu, przenikliwa ostrość.

 


czwartek, 21 maja 2015 18:00
VOICE REVISITED

W czwartek we wrocławskiej Akademii Muzycznej miał miejsce przegląd współczesnej muzyki chóralnej. Jest to o tyle ciekawe, że nieczęsto nadarza się okazja, żeby tego typu wykonania muzyki nowej usłyszeć.
W programie przewidziano utwory Alejandro Viñao Greed (na dwunastu śpiewaków i elektronikę), Iannisa Xenakisa Nuits (na chór mieszany) Jonathana Harvey’a Ashes Dance Back (na chór i elektronikę) i un altro … di vento, di cielo Joanny Woźny (na chór mieszany, solistów i elektronikę z projekcją video).

Słuchając pierwszego utworu koncertu, Greed, Alejandro Viñao, miałem ogromny problem z wejściem w muzykę. Wciąż chwytałem się na tym, że nie do końca przekonywało mnie wykonanie utworu. Słuchając chóru NFM odnosiłem wrażenie, że brakowało mu naturalnej ekspresji, a całość wybrzmiewała wystudiowanym automatyzmem. Podczas gdy w Greed pojawiają się liczne załamania rytmu i zaburzenia płynności, to w chórze brakowało przysłowiowego feelingu wobec dziejących się zdarzeń, dominowało poczucie nadmiernego usztywnienia, a język angielski śpiewany z mocnym polskim akcentem tym bardziej wzmacniał to wrażenie.

Najlepiej na tle wszystkich kompozycji wypadł utwór un altro … di vento, di cielo polskiej kompozytorki Joanny Woźny. Chłodne ambientowe tła i jednostajne wizualizacje pojawiające się na ekranie doskonale korespondowały z partiami chóru, którego ekspresja tym razem ograniczała się do oszczędnych onomatopeicznych fraz. Po Tensio Philippe’a Manoury’ego, un altro … di vento, di cielo, było kolejnym najciekawszym utworem tegorocznej edycji festiwalu.

 


piątek, 22 maja 2015 19:00
EXPERIMENTALSTUDIO

Podczas ostatniego wydarzenia festiwalowego w Filharmonii Wrocławskiej mieliśmy okazję wysłuchać utworów Marka Andre (üg na zespół i elektronikę), Detlefa Heusingera (Abzweige na zespół,  live electronics i wideo), Pierre’a Bouleza (Dérive 1 na sześć instrumentów) i Lidii Zielińskiej (Threesome na kwartet smyczkowy, video, orkiestrę smyczkową i elektroniczną dyfuzję dźwięków). Utworem, który zapadł mi najbardziej w pamięć był üg Marka Andre, niezwykle oszczędny w doborze środków, poruszający się na granicy słyszalności i ciszy, wzmagający skupienie. I elektronika i instrumentaliści stanowili jeden efemeryczny organizm. üg uplasował się na podium moich ulubionych utworów festiwalu, obok  Tensio Philippe’a Manoury’ego i un altro … di vento, di cielo Joanny Woźny.

Innym ciekawym wykonaniem był utwór Abzweige Detlefa Heusingera, w którym obserwujemy przesuwające się ujęcie lasu i słyszymy towarzyszącą temu ruchowi muzykę. Sama projekcja wyraźnie kontrastowała statycznością obrazu (w którym zieleń zdawała się nieruchoma i zastygła) z dynamiką i napięciem kreowanym przez muzykę. Tworzyło to intrygujący efekt jakiejś percepcyjnej wyrwy albo czegoś nieprzystawalnego, jakiejś nieheterogenicznej struktury.

Reklama