Stanisław Czycz „Arw”

Photo by Paweł Kamiński

Odkrywanie liberatury przebiega w kilku etapach. Ze względu na różnorodność ujęć, każdy z autorów prezentuje osobny „idiom odczytania”. Jednak oprócz ahistorycznej egzegezy jest i miejsce dla przeszłości, dla odnajdywania tych dzieł protoliberackich, które ze względu na swoją formę (bliską definicji liberatury) były przez klasyczną literaturę marginalizowane bądź traktowane jako nie dająca się zaklasyfikować hybryda.

Photo by Paweł Dunajko

Jednym z takich dzieł jest Arw Stanisława Czycza – tekst/poemat/scenariusz/uwertura mający być impulsem dla Andrzeja Wajdy do stworzenia filmu o życiu zmarłego przyjaciela i artysty, Andrzeja Wróblewskiego. Próba umiejscowienia Arwa w literaturze nastręcza wiele kłopotów. Z powodu ahronicznej/wielowątkowej/synestezyjnej/symultanicznej struktury trudno przyporządkować go do którejkolwiek z gatunkowych szufladek literackich. I choć książka pojawiła się w serii „Liberatura”, to nie oznacza to, że problem został na dobre rozwiązany oraz że znaleziono właściwy sposób na odczytanie tego dzieła. Wydaje się raczej, że dzięki temu Arw zyskał nową przestrzeń interpretacji w oparciu o swoją wielopoziomową architekturę (Piotr Marecki, wielki orędownik prekursorstwa Arwa jako utworu wyprzedzającego swoje czasy, przywołałby zapewne pojęcie multimedialności). Zenon Fajfer, twórca liberatury, w posłowiu do Arwa zwraca jednak uwagę na wskazówki samego autora, w których swój zamysł traktował on nie w wymiarze znaczącym i istotowym (stanowiącym punkt wyjścia dla działań liberackich) – jak chociażby omawiany wcześniej poemat Rzut kośćmi nie zniesie przypadku Stéphane Mallarmé’a – lecz jako stylistyczne i formalne zabiegi mające jedynie sprostać jego niezwykle złożonej wizji. Czycz odcinał się również od awangardowych zabiegów znanych mu chociażby z poezji konkretnej, co wyraźnie ilustruje gatunkową problematyczność Arwa nawet w sytuacji umiejscowienia go w kontekście liberackim.

Photo by Paweł Dunajko

W próbie od-czytu Arwa wrażeniem narzucającym się wprost jest poczucie ogarniającego nas chaosu i niezrozumienia wyłaniających się treści. Przypomina to wyjście z cichego zaułka ulicy w rwący potok dźwięków głównej arterii miasta. Początkowo wszystkie szczegóły tworzą bełkotliwą i niepojęta masę (wręcz odstręczającą), z której stopniowo, w miarę oswajania się z zewnętrzem, zaczynamy wyławiać mijające nas urwane strzępy dialogów, przejeżdżające samochody, a być może i nawet odległy o kilkaset metrów czyjś podniesiony głos. W podobny sposób wyłania się struktura Arwa, gdzie poszczególne narracyjne streamy (podkreślone w tekście specjalnymi kolorami dla łatwiejszego umiejscowienia i wytyczenia drogi czytającym oczom) początkowo przypominają pozbawione identyfikacji zakodowane sygnały, które z każdą chwilą osadzania się w tym charakterystycznym przeładowaniu, nabierają znaczenia, gdy nasze zmysły dostrajają się do panujących wewnątrz tekstu warunków.

Photo by Paweł Dunajko

Należy również wspomnieć, że taka, a nie inna, postać Arwa nie wzięła się z powietrza. Stanisław Czycz już wcześniej znany był ze swoich poematów polifonicznych utrudniających drukarzom życie, co najczęściej i tak kończyło się ze szkodą dla postaci samego dzieła (na co narzekał sam poeta) degradowanego do formy wygodniejszej dla składacza. To nieustanne zmaganie się z „materią” i z ograniczeniami technicznymi przypomina nieustępliwą walkę bohatera skazanego na porażkę. W czasie powstawania Arwa Stanisław Czycz miał do swojej dyspozycji jedynie maszynę do pisania i zaledwie kilka kolorów taśmy do oznaczania poszczególnych pasm – komputery ani programy do składu tekstu i druku cyfrowego nie były wówczas powszechnie dostępne. Proces powstawania dzieła opłacony był ogromnym wysiłkiem fizycznym i intelektualnym zaprzęgniętym w celu ujarzmienia techniki w sposób jak najbardziej bezkompromisowy i konsekwentny.

Photo by Paweł Dunajko

Ta próba dosięgnięcia istoty własnego zamysłu za pomocą dostępnej technologii, wtedy jeszcze opierającej się na prostych mechanizmach, stanowi możliwy bodziec do spojrzenia na Czycza i jego starania, jak na działanie człowieka stojącego w prześwicie heideggerowskiej alethei, „istoczącego dyskurs techniki” w czasie, który ma dopiero nadejść, za pomocą tego, co usuwa się właśnie w cień. Jednak dzięki publikacji Arwa w serii „Liberatura” to wy-darzanie (Ereignis) pisma-i-języka ma ponowną szansę wskazywać sobą możliwe kierunki, którymi podąża nieustannie hałaśliwa i aktualizująca się codzienność.

Photo by Paweł Kamiński

Arw w zamyśle Czycza to przede wszystkim polifonia i symultaniczność. Przenikanie się poszczególnych pasm, osłabianie stopnia ich natężenia, przecinanie się wątków w jednej frazie. Dlatego w przygotowanym muzycznym miksie główną zasadą komponującą całość było stworzenie podobnego wrażenia za pomocą dźwięków. Każdemu z pasm, które opisał Czycz na stronie początkowej, zostały przypisane ścieżki muzyczne od 1 do 8. W nawiasach kwadratowych oznaczony jest czas w jakim dany utwór się zaczyna i kończy.

1. Ingebrigt Hĺker Flaten – Swedish Impressions [00:00 – 12.23]
2. paal nilssen-love – no way in [00:08 – 6:07] + paal nilssen-love – b [08:00 – 11:39]
3. Chris Abrahams – Bird And Wasps [00:20 – 11:30]
4. Wilfrido Terrazas – Elefantástica [00:24 – 04:56] + Wilfrido Terrazas – Abhörgerät 11 (mit Blut) [05:04 – 11:05]
5. Marina Rosenfeld – ‚I Treated Myself… Like I Knew I Would…’ (Teenage Lontano 2)  [00:32 – 03:11] + Marina Rosenfeld – ‚Hey, Girls (It’s Not An Issue For You…)’ (Teenage Lontano 3) [03:28 – 07:31] + Marina Rosenfeld – ‚Cuz I Cannot Find My Way…’ (Teenage Lontano 1) [07:45 – 11:02]
6. Indignant Senility – Plays Wagner 04 [00:48 – 08:31] + Indignant Senility – Plays Wagner 02 [09:04 – 12:30]
7. John Kannenberg – The Mausoleum of All Hope and Desire [00:56 – 07:25]
8. Christophe Havard – Oud’e Ou Non! [02:40 – 09:57]

The music we’re playing is not for commercial purposes. If you like it please support the artists by buying their records.

———————————-

Stanisław Czycz (1929-1996) – urodzony w Krzeszowicach, w roku 1929, dorosłe życie spędził w Krakowie. Artysta pokolenia „Współczesności”, do literatury wszedł w grudniu 1955 roku, biorąc udział, obok m.in. Białoszewskiego i Herberta, w „Prapremierze pięciu poetów” na łamach „Życia Literackiego” (opublikował wiersze „Gdybym żył w roku 1883…” i „Szczur”, skomentowane przez Ludwika Flaszena). Swoje utwory poetyckie wydał w tomach „Tła” (1957) i „Berenais” (1960). (…)

Czycz przez długie lata zmagał się z chorobą nowotworową, schorzeniami dermatologicznymi, ciężką depresją. Drukował niewiele, pisał z oporami. Kiedy mówił „od roku nie napisałem ani linijki”, było to „wyznanie absolutnie tragiczne w swojej prawdziwości”. Żył z dala od środowiska literackiego, zamknięty w swoim mieszkaniu na ostatnim piętrze krakowskiego Domu Literatów przy Krupniczej 22. Był jednym z najbardziej oryginalnych, ale też najgłębiej zapomnianych współczesnych polskich pisarzy. Swój „renesans” przeżył dopiero na początku XXI w., kiedy to po jego dzieła sięgnęła – i poddała je ponownej interpretacji – grupa młodych literatów i krytyków skupionych wokół krakowskiego czasopisma „Ha!art”. (…)

[www.culture.pl]